Firmy instalacyjne rzadko rezygnują z arkusza dlatego, że jest zły. Rezygnują, gdy arkusz, czat i zdjęcia w telefonie przestają się zgadzać ze sobą.
W większości firm realizacja jest rozpisana w pięciu miejscach naraz: terminy w arkuszu, ustalenia w mailu, zdjęcia w galerii montera, protokoły na papierze, a status u klienta przez telefon. Każde z tych miejsc trzyma część prawdy o montażu.
Etapy realizacji mają statusy i przypisane ekipy. Po przesunięciu montażu nie trzeba pamiętać, co jeszcze trzeba poprawić w tabeli.
Zdjęcie robione na miejscu trafia do konkretnego etapu. Nie miesza się ze zdjęciami prywatnymi i nie znika przy zmianie telefonu.
Dokumentacja jest przy realizacji, nie w katalogu nazwanym nazwiskiem klienta i datą. Nie trzeba zgadywać, kto jak nazwał folder.
Protokół etapu powstaje na miejscu i od razu jest w projekcie. Nie trzeba go wozić do biura ani skanować.
Uwagi i akceptacje są przy etapie, którego dotyczą. Nie szukasz w skrzynce, kto i kiedy zgodził się na zmianę zakresu.
Klient widzi postęp etapów, gdy firma mu go udostępni. Ekipa nie tłumaczy tego samego trzy razy dziennie.
Nie. Większość firm prowadzi jedną nową realizację w systemie, a resztę domyka po staremu. Dopiero potem przenosi kolejne projekty.
Zostają tam, gdzie są. Dysk może pełnić rolę archiwum, a nowa dokumentacja powstaje już przy etapach realizacji.
Monter dostaje tylko swój etap, miejsce na zdjęcia i uwagi. Zwykle jest to mniej pisania niż relacjonowanie dnia na czacie.
Zakres udostępniania decyduje firma. Chodzi o to, by klient miał status z systemu, a nie telefon do montera.
Jedna wystarczy do oceny. Efekt widać na odbiorze, gdy cała dokumentacja etapu jest już w jednym miejscu.